Włoski wieczór w Trattoria Toscana

DSC_0195

Podobno dla 60% Europejczyków ulubionym daniem spożywanym poza domem jest pizza. My zdecydowanie zaliczamy się do tej grupy. Ja pizzę kochałam od dziecka, praktycznie w każdej formie. Była też moim ulubionym posiłkiem na studiach, nieważne czy podczas nauki do sesji czy w trakcie spotkań ze znajomymi. Wybór restauracji był wtedy raczej przypadkowy, zawsze wychodziłam z założenia że pizza to pizza i smakuje zawsze.

Odkąd przeprowadziliśmy się do Berlina moje podejście do pizzy i stołowania się „na mieście” zmieniło się jednak o 180 stopni . Przede wszystkim dlatego, że Berlin jest miastem, w którym praktycznie każde danie można dostać w wersji autentycznej, tzn. jeśli chcemy jeść po włosku idziemy do Włocha, po turecku do Turka, po kanadyjsku do Kanadyjczyka itd. Nie wiem co by musiało się wydarzyć żebym mieszkając w Berlinie zamówiła pizzę z jakieś sieci, np. Dominos.

Włoskich restauracji w Berlinie odwiedziliśmy już dziesiątki. Trzymając w ręku kartę dań zawsze miałam ten sam dylemat: pizza czy pasta, i zawsze, mimo że chciałam wybrać pastę w końcu zamawiałam pizzę, bo wydawało mi się, ze pasta jest daniem, które bez problemu można zrobić w domu i nie trzeba wydawać na nią pieniędzy w restauracjach. Do czasu.

Do czasu gdy któregoś dnia zawitaliśmy do niewielkiej włoskiej knajpki na Tempelhof.  Restauracja znajduje się tuż przy wyjściu ze stacji S-Bahn Tempelhof. Budynek z zewnątrz jest niepozorny, powiedziałabym wręcz niezachęcający to odwiedzin. W środku czeka na gości miła niespodzianka, ponieważ lokal jest urządzony w ciepłym, włoskim stylu. Oczywiście zarówno właściciel jak i cała załoga są Włochami, dlatego goście zawsze witani są po włosku. Restauracja oferuje obszerną kartę dań, wybierać można pomiędzy różnymi rodzajami domowej pasty, pizzy, jak również mięs czy sałatek. Będąc tam po raz pierwszy nie wiedzieć czemu skusiłam się na pastę, zapewne w większości zadecydowały o tym oryginalne składniki:  wybrałam na parpadelle na słodko z gruszką, orzechami włoskimi, rodzynkami i cynamonem. I właśnie tego dnia zrozumiałam w jakim błędzie byłam myśląc, że jestem w stanie sama odtworzyć każdą pastę w domu. I nie chodzi tylko o połączenia składników ale przede wszystkim o doskonały smak domowej roboty makaronu, którego nie da się porównać nawet do najlepszych marek makaronów ze sklepów.

Tego pamiętnego dnia totalnie zakochaliśmy się w tej restauracji i choć było to na początku września, zdążyliśmy już tam zawitać około pięciu razy. Jak do tej pory zawsze decydujemy się za pastę (chociaż pizza też wygląda pysznie)  i zawsze jesteśmy zachwyceni tym co dostajemy na talerzu. Trattoria Toscana wyróżnia się przede wszystkim dużymi porcjami. Mówi się, że do restauracji chodzi się smakować a nie jeść – w tej restauracji można robic jedno i drugie, bo porcje są bardzo duże. Na tyle, że zawsze zamawiamy jeden deser, którym się dzielimy. Zjedzenie dwóch byłoby po prostu niemożliwe.

DSC_0724

DSC_0725

DSC_0727

DSC_0735

DSC_0208

Berlin dla romantyków

DSC_0516

Planując jak spędzimy kolejne weekendy staramy się znaleźć miejsca raczej trochę schowane i nieznane setkom tysięcy turystów przebywających w Berlinie. Oczywiście prawie nigdy nie udaje się nam być zupełnie samym, ale ubiegły weekend był cudownym wyjątkiem do tej reguły.

Korzystając z ładnej pogody postanowiliśmy znowu spędzić kilka godzin na łonie natury i wybraliśmy się nad Müggelsee. Jest to największe jezioro Berlina o powierzchni 7,4km2 położone na południowym wschodzie miasta, w dzielnicy Köpenick.

Jezioro ma swoją plażę, która w okresie wakacyjnym bywa zatłoczona. W okolicy można też znaleźć kawiarnie i restauracje z pięknym widokiem na wodę. My postanowiliśmy dotrzeć tam od trochę innej strony. S-Bahnem dojechaliśmy do przystanku Friedrichshagen, a stamtąd autobusem 61 (linia zastępcza na czas remontu linii tramwajowej) do przystanku Rahnsdorf/Waldschänke. Na miejscu znaleźliśmy kawiarenkę z pysznie wyglądającymi ciastami, więc postanowiliśmy zabrać na wynos po kawałku ciasta i kawę, po czym udaliśmy się nad jezioro. Szliśmy około kilometr przez niewielki lasek nad brzegiem Fredersdorfer Mühlenfließ, aż dotarliśmy do molo na jeziorze. Miejsce to wydało nam się na prawdę magiczne, na końcu molo, nad wodą znajduje się ławeczka na której moglibyśmy godzinami podziwiać piękne widoki. Jezioro jest też doskonałym miejscem do uprawiania sportów wodnych, więc z oddali widać było żaglówki. Na miejscu byliśmy około 18, mieliśmy szczęście być zupełnie sami więc w spokoju mogliśmy podziwiać piękny zachód słońca, delektując się pysznym ciastem i kawą z pobliskiej cukierni. Na pewno wrócimy tu nie raz.

DSC_0518

DSC_0540