Jesień zbliża się wielkimi krokami. Ostatnia sobota zapowiadała się bardzo ładnie, dlatego postanowiliśmy spędzić ją pod gołym niebem na festiwalu latawców na lotnisku Tempelhof. Festiwal był bardzo fajnym, rodzinnym wydarzeniem. Poza latawcami prezentowanymi przez organizatorów, można było podziwiać setki małych latawców przyniesionych
i puszczanych przez przeszczęśliwe dzieci. Z każdą godziną jednak robiło się coraz bardziej pochmurnie, aż w końcu około czwartej zaczęło lekko padać, co przerwało nam odpoczynek na świeżym powietrzu.
Planując niedzielę doszliśmy więc do wniosku, że należy skorzystać z ostatnich ciepłych dni na zrobienie czegoś typowo „letniego”, czegoś co jesienią na pewno nie sprawiłoby nam tyle radości.
Wybór padł na Pawią Wyspę (niem. Pfaueninsel). Jest to maleńka, urocza wysepka położona na pograniczu Berlina i Poczdamu. Wybrać się tam planowaliśmy od dawna, zawsze jednak coś innego wpadało nam do głowy. Kiedy jednak już tam dotarliśmy, bardzo żałowałam że dopiero teraz ją odkryliśmy i nie mogliśmy wcześniej polecić zwiedzania jej naszym znajomym, którzy przyjeżdżali w odwiedziny.
Dojazd do wyspy jest bardzo prosty, najłatwiej jest dojechać S7 lub S1 do stacji Wannsee i stamtąd udać się autobusem 218. Autobus dowiózł nas do miejsca, z którego odpływa statek, przewożący turystów na wyspę (koszt biletu w obie strony to 4Euro). „Rejs” nie jest długi, zajmuje kilka minut, a kursy statku odbywają się w miarę często.
Po zejściu na ląd udaliśmy się w lewo, chcąc jak najszybciej dostać się do najbardziej charakterystycznego miejsca na wyspie – białego drewnianego pałacyku. Po drodze minęliśmy dwa niewielkie domki – Dom Kasztelana i Dom Szwajcarski, po czym ścieżka doprowadziła nas do pałacyku. Jest to piękna, świetnie zachowana budowla, która pochodzi aż z 1794 roku. Został on wybudowany na polecenie króla Fryderyka Wilhelma II i służył jako miejsce spotkań z jego przyjaciółką Wilhelmine Enke. Kolejnym punktem wycieczki był dom dla służby, po czym ścieżka poprowadziła nas na uroczą polanę, gdzie znajdowała się niewielka kawiarenka, w której poza kawą i pysznymi ciastkami serwowano też grillowane kiełbaski z dzika. Pyszne! Posiłek dodatkowo umilały spacerujące wokół stolików pawie.
Następnie zwiedziliśmy stajnię, mleczarnię, niewielką świątynie o nazwie Luisentempel, po czym romantycznym mostkiem przeszliśmy przed w kierunku woliery, gdzie można podziwiać piękne gatunki ptaków. Wycieczkę zakończyliśmy spacerem wokół fontanny.
Pawia wyspa jest niezwykłym miejscem, ku naszemu zdziwieniu niezbyt znanym wśród Berlińczyków. Z pewnością będziemy ją polecać wszystkim, którzy będą chcieli spędzić relaksujący dzień poza miastem.
Widok z przystani
Fontanna





