What a lolla weekend!

Ubiegły weekend był szczególny dla Berlina, a dokładniej dla wszystkich Berlińczyków kochających muzykę i dobrą zabawę. Otóż po raz pierwszy odbył się u nas Festiwal Lollapaloza.
Festiwal ma swoje korzenie w Stanach Zjednoczonych, gdzie z małą przerwą jest organizowany od 1991 roku. Celem festiwalu było promowanie zespołów  z różnych gatunków muzycznych, jak również organizacji pozarządowych i artystów alternatywnych. Od innych tego typu wydarzeń wyróżniał się tym, że koncerty w ramach festiwalu odbywały się równolegle w wielu miastach. W 2005 roku koncepcję jednak zmieniono i obecnie festiwal odbywa się tylko w Chicago.
Do wybrania się na Lollapalooza Berlin kusił świetny line-up. Gwiazdami pierwszego dnia byli m.in. James Bay, Bastille, Chvrches czy Macklemore & Ryan Lewis. Ku naszemu zdziwieniu najlepiej jednak bawiliśmy się na koncercie niemieckiego zespołu Deichkind, z którego repertuaru przed festiwalem znałam tylko jeden utwór, moj maz troche wiecej, na pewno jednak nie zaliczał sie do fanów. Ale jak to na festiwalu bywa, spacerując pomiędzy scenami, zauważyliśmy tłum ludzi czekających na ich koncert i postanowiliśmy dać im szansę i była to prawdopodobnie najlepsza sobotnia decyzja. Atmosfera na koncercie była genialna, zespół często wchodził w interakcję w publicznością i widać było że szczerze cieszą się tym występem, ludzie do ostatnich rzędów tańczyli i śpiewali.
Drugi dzień festiwalu zaczeliśmy od Stereophonics, po czym bawiliśmy się przy My Morning Jacket.
O 17.00 planowaliśmy zobaczyć Crystal Fighters, niestety przez opóźniony lot zespół się spóźnił i koncert rozpoczął się dopiero o 17.30. Zaraz po ogłoszeniu tej wiadomości postanowiliśmy zrezygnować i zająć dobre miejsce na Beatsteaks. Z relacji znajomych dowiedzieliśmy się, że dużo nie straciliśmy, zespół ponoć nawet nie przeprosił za spóźnienie, zagrał krótszy koncert bez jakiejkolwiek interakcji z publicznością i sobie poszedł. Koncert Beatsteaks był natomiast genialny pod wzgledem podejścia zespołu. Największym wydarzeniem, na które najbardziej się cieszyliśmy był jednak dla nas koncert Muse. Tak jak się spodziewaliśmy, tłum był ogromny, dlatego miejsca zarezerwowaliśmy juź półtorej godziny przed, dzieki czemu staliśmy na wprost sceny i mogliśmy cieszyć się świetnym widokiem. Muse zagrali genialnie, byliśmy zachwyceni jakością dźwięku i atmosferą na koncercie.
Generalnie festiwal oceniamy bardzo pozytywnie, wiele osób krytykowało niewystarczającą ilość budek z jedzeniem czy tolalet, a co za tym idzie dość spore kolejki. Ale przecież nie o jedzenie w festiwalu chodzi. Do powtórzenia za rok!
DSC_0055
DSC_0070
DSC_0104
DSC_0073
DSC_0141
DSC_0155 (1)
DSC_0175

Dodaj komentarz